Partner artykułu czytaj ten artykuł
Moc silnika, przyspieszenie, właściwości jezdne i zużycie paliwa – to wszystko ma znaczenie przy wyborze samochodu. Równie ważny, jeśli nie ważniejszy jest jednak wygląd auta. Dlatego najlepsi styliści pracują nad najdrobniejszymi detalami, by auto wyglądało wyjątkowo, ciekawie i atrakcyjnie. A jak ze zwykłego nadwozia, zrobić to wyjątkowe?

W 2000 roku w USA do sprzedaży trafił jeden z najbardziej przemyślanych i praktycznych SUV-ów, który miał zerwać z obrazem nudnych pudełek na kołach. Wydawałoby się, że taki samochód powinien odnieść ogromny sukces. Jednak na drodze licznych zalet stanęła stylistyka. Był to Pontiac Aztec, samochód, który pewnie wygrywa w rankingach najbrzydszych samochodów świata, a po latach stał się kultowy dzięki serialowi „Breaking Bad”. Był w nim motoryzacyjnym odbiciem życiowych porażek nauczyciela chemii z Albuquerque. Choć dziś znany dzięki telewizji, to Aztec okazał się totalną sprzedażową klapą. Jego wygląd idealnie podsumował polski projektant Jaguara Tadeusz Jelec mówiąc, że popełniono tam wszystkie błędy, jakie mógł popełnić stylista.
Z drugiej strony mamy np. pierwszą generację Forda Focusa, który był prawdziwą rewolucją na rynku popularnych samochodów kompaktowych. Całkowicie zerwał z wyglądem Escorta, którego zastąpił. Proste linie i klinowe kształty stylistyki New Edge Design okazały się zarówno nowoczesne, jak i ponadczasowe i do dziś pierwszy Focus jest uważany za jednego z najlepiej zaprojektowanych samochodów kompaktowych.

Liczą się proporcje

Może wydawać się, że praca stylisty jest prosta – wystarczy oprzeć się o odpowiednie proporcje nadwozia, a następnie wymyślić coś ciekawego i ładnego. W końcu wzorców jest wiele. Jednak w tym momencie powstają dwa poważne problemy. Pierwszym są ograniczenia inżynieryjne. W zależności od rodzaju samochodu nieco się różnią, gdyż np. rodzinne auto musi być pojemne i praktyczne, a sportowe ma zapewniać świetne osiągi (również te aerodynamiczne). Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa, norm narzuconych przepisami i koszty późniejszej produkcji. Drugą ważną kwestią jest wymyślenie czegoś nowego, ale zarazem trafiającego w gusta klientów.

Zmagania z klasyką

Wśród najważniejszych stylistów na świecie nie brakuje Polaków. Jednym z nich jest wspomniany Tadeusz Jelec, który urodził się w Gliwicach, studiował na Politechnice Gdańskie, ale w końcu postanowił szukać szczęścia w Wielkiej Brytanii. Tam za drugim podejściem udało mu się dostać do prestiżowego Royal College of Art. Talent Jelca dostrzegł sam Peter Stevens - projektanta takich aut, jak McLaren F1 czy Jaguar XJR-15. W końcu na stałe związał się z tą drugą brytyjską marką. W latach 90. odpowiadał za projekty wnętrz, a ostatnio stał się jednym z głównych stylistów Jaguara, którzy nadali kształt m.in. pięknemu F-Type’owi. Jak sam zaznacza, nie próbował tworzyć nowszej kopii legendarnego E-Type’a, tylko starał się stworzyć coś zupełnie nowego, a zarazem równie wyjątkowego. I właśnie to uważa za najtrudniejsze – aby być wyjątkowym.

Włoska finezja

Jeśli mowa o motoryzacji z wyjątkową stylistyką, to nie można oczywiście zapomnieć o włoskich samochodach. Również na ich wygląd ogromny wpływ mieli Polacy. Zbigniew Maurer trafił do włoskiego studia projektowego I.DE.A za sprawą innego Polaka - Justyna Norka (biorącego udział w projektowaniu Fiatów, Lancii i Alfy Romeo). Po latach uczeń przerósł mistrza i pracujący od lat 90. dla Alfy Romeo Maurer odpowiadał za takie samochody jak 156, 166 czy sportowe 8C Competizione. Z Włochami współpracował również Janusz Kaniewski, który brał udział w projektowaniu Alfy Romeo MiTo i Giulietty, ale też pomagał przy tworzeniu Ferrari Californii i 458 Italii.

Niemiecka prostota

Wśród słynnych polskich projektantów znajdziemy też tych, pracujących dla Niemieckich koncernów. Związany z BMW Tomasz Sycha odpowiada dziś za auta koncepcyjne, z kolei Jacek Froehlich zmienił wygląd bawarskich samochodów po tym, jak z marką rozstał się kontrowersyjny Chris Bangle. BMW serii 5 (F10) był powrotem do bardziej klasycznego, ale nadal bardziej sportowego niż u konkurencji wyglądu.
Skoro mowa o Polakach i niemieckich markach premium, to nie można zapomnieć o Kamilu Łabanowiczu z Audi. Stał się on niejako specjalistą od połączenia stylu samochodów sportowych i elektrycznych, a jego najnowszym dziełem jest koncepcyjny SUV na prąd e-tron quattro, który już niedługo ma szansę pojawić się na rynku w wersji produkcyjnej rzucając wyzwanie Tesli.

Mocny akcent w Fordzie

Jeden z najbardziej znanych polskich projektantów, Adam Bazydło, wychował się w Kanadzie. Szkołę projektowania kończył w Detroit. Potem trafił do Europy i przez dłuższy czas zatrudniony był we francuskim koncernie PSA. Tam, dzięki pracy nad kolejnymi Peugeotami (m.in. 107, 508 i 208), stał się specjalistą od samochodowych wnętrz. W końcu wrócił do Ameryki i podjął pracę w Fordzie, gdzie już na początku dostał wyjątkowego zadanie – stworzenie projektu kabiny nowej odsłony legendarnego modelu GT. Samochód tylko w szczegółach nawiązuje do klasyki, w gruncie rzeczy jest na wskroś nowoczesny. Choć stworzenie zupełnie nowej koncepcji supersamochodu Forda było zadaniem karkołomnym, to zdecydowanie się udało i dziś nowy GT jest rozchwytywany przez klientów w dużym stopniu też dzięki niesamowitej stylistyce.

Z Fordem związany też był jeden z polskich weteranów tej branży – Tomasz Jara. Ponad 30 lat temu trafił ze swoimi szkicami do ówczesnego szefa designerów Forda – Patrica Le Quementa. Francuz był tak zachwycony pomysłami młodego Polaka, że zaproponował mu stypendium i wysłał do Royal College of Art, by tam szlifował swoje umiejętności. Po ukończeniu szkoły przyszedł czas na pierwszy poważny projekt, czyli Forda Scorpio. Później były restylizacje Fiesty, Sierry i Escorta. Największym sentymentem Jara darzy drugą generację Forda Fiesty, która powstała od samego początku z jego rysunków. Polak również brał udział w pracach nad takimi modelami jak Coguar, Galaxy FL czy Mondeo ST220. Jara zajmował się również drugą generacją Focusa w wersjach kombi i ST, które mimo lat, nadal cieszą oko.

To właśnie sportowe wersje popularnych modeli pokazują, że wygląd jest idealnym sposobem na podkreślenie możliwości samochodu. Ford ze swoją serią ST tworzy auta o wyjątkowych osiągach, ale równie ważne jest to, aby te możliwości było widać dzięki wyróżniającej się stylistyce. Teraz uzupełnieniem gamy są odmiany ST Line, które dostępne są ze standardowymi silnikami, ale wyglądają bardziej drapieżnie i zwracają na siebie uwagę na drodze. A przecież o to chodzi na drodze.