Partner artykułu czytaj ten artykuł
Pokochaliśmy indywidualizm. Uwielbiamy personalizację. Jeśli można jakoś się odróżnić – to wydamy na to ostatnie pieniądze. Szczególnie w przypadku samochodu, który i tak dobrze jeździ, ale bardziej liczy się to, jak wygląda.

Wersje specjalne popularnych modeli nie są nowym wynalazkiem. Były już świetnie znane za czasów pierwszych Fordów Escortów i Volkswagenów Golfów. Zadanie takich modeli było bardzo proste. Przede wszystkim były wprowadzane pod koniec życia produkcyjnego auta. Lepsze wyposażenie i niska cena miały napędzić sprzedaż pojazdu przed pojawieniem się na rynku jego następcy.

Oczywiście czasy się zmieniły. Zmieniła się zatem też motywacja niektórych działań producentów motoryzacyjnych. Dzisiaj wersje specjalne pełnią najczęściej trzy zadania. Po pierwsze mają uczcić ważne wydarzenie w dziejach modelu. Po drugie stanowią często popis możliwości danej firmy. Po trzecie są odpowiedzią na coraz większą potrzebę personalizacji wśród klientów.

Zmieniła się jednak nie tylko rola wersji specjalnych. Nowego znaczenia nabrała także i ich forma. Dla przykładu na fali trendu wyłoniły się chociażby pakiety stylizacyjne. Dzięki nim nabywca normalnego auta ma się mocniej wyróżnić z tłumu i poczuć jak posiadacz wersji sportowej z agresywną stylizacją nadwozia, dużymi felgami aluminiowymi, usztywnionym zawieszeniem i sportowymi fotelami.

Bez względu na rolę i formę wersje specjalne mają wspólną cechę - warto je wybrać podczas zakupu fabrycznie nowego auta. Stanowią dobrą inwestycję, ponieważ zazwyczaj proponują zestaw bonusowego wyposażenia w atrakcyjnej cenie. A jednocześnie - szczególnie w przypadku serii limitowanych - mocno podwyższają wartość samochodu podczas odsprzedaży.

Ford ST-Line - sportowa słabość…

Ford niemalże przez całe swoje dzieje w większym lub mniejszym stopniu miał coś wspólnego z usportowionymi wersjami samochodów. Postanowił wykorzystać ten fakt podczas budowania gamy wersji wyposażenia we współczesnych autach. Do cenników trafiły modele ST-Line. Co je wyróżnia? Mocniej zaznaczone zderzaki, dodatkowy spojler z tyłu, przeprojektowane progi boczne, duże felgi aluminiowe oraz wyprofilowane fotele i kierownica.

Pakiet po cichu wprowadza też dodatkowe pozycje na listę wyposażenia oraz… nie wymaga solidnej dopłaty. W Mondeo różnica między wersją Edition a ST-Line to zaledwie 2600 złotych. W tej cenie kierowca dostaje 18-calowe felgi aluminiowe, pakiet stylizacyjny oraz diodowe oświetlenie wnętrza. W przypadku Focusa pakiet wymaga dopłaty 5200 złotych w stosunku do wersji Trend Sport. Za tą sumę Ford dorzuca tylne światła częściowo wykonane w technologii LED, pakiet stylizacyjny oraz przycisk służący do odpalania silnika.

BMW z pakietem M - w świecie bawarskiego sportu

Jedną z pierwszych wersji specjalnych, które na stałe pojawiły się w motoryzacyjnym krajobrazie, jest markowany bawarskim logo M pakiet. Dopłata za zestaw sportowych elementów stylizujących nadwozie i wnętrze sprawia, że auto rzeczywiście prezentuje się dużo lepiej. W M pakiecie nie chodzi jednak wyłącznie o wizerunkowy sukces. Modyfikacja ma dać właścicielowi auta coś jeszcze - namiastkę posiadania rasowego modelu z serii M Power.

Mimo iż opowieść o sportowym pakiecie może brzmieć kusząco, dużo mniej kusząca jest jego cena. W przypadku serii 3 dopłata wynosi 21 tysięcy złotych, serii 5 nawet 28 tysięcy złotych, a serii 7 blisko 30 tysięcy złotych. Wartości mogą odstraszać, jednak tylko i wyłącznie do momentu, w którym kupujący sprawdzi cenę modeli z serii M Power. Wtedy kwoty wydadzą się wyjątkowo promocyjne.

Volvo Ocean Race - detale robią różnicę

Producenci motoryzacyjni lubią wydawać pieniądze na umowy sponsoringowe. To w końcu wyśmienita forma nienachlanej reklamy. Czasami firma jest tak dumna ze swojego teamu sportowego, ewentualnie dofinansowywanej imprezy, że postanawia stworzyć na jej cześć wersję specjalną. Tak właśnie stało się w przypadku Volvo i Ocean Race. Limitowana odmiana została zaproponowana czterem modelom - mowa o V40, V40 Cross Country, V60 i XC60. Dopłata wynosi od prawie 11 do nieco ponad 12 tysięcy złotych.

Suma wydaje się być spora, na szczęście w formie rekompensaty pojawi się nie tylko satysfakcja z zakupu auta z serii o ograniczonej produkcji. Szwedzi zadbali też o lepszy poziom wyposażenia. Dla przykładu w Volvo XC60 bez dopłaty pojawiają się sportowe fotele obite skórzaną tapicerką, specjalny lakier metaliczny, 18-calowe obręcze aluminiowe oraz 8-calowy ekran umieszczony w miejscu standardowych zegarów.