Partner artykułu czytaj ten artykuł
Coraz mniejsze pojemności silników nie przeszkadzają w projektowaniu bardzo odważnych i dynamicznych karoserii. Obecnie większość producentów ma w swojej ofercie pakiety robiące sporą różnicę w estetyce. Do sportu przygotowano jednak zupełnie inne modele. Tłumaczymy, na czym polegają różnice.

Jeszcze dwie dekady temu wykładnikiem namiastki sportu była duża, wolnossąca lub turbodoładowana jednostka i mocniej naznaczona sportem karoseria. 150 koni mechanicznych czyniło już z auta kompaktowego pojazd klasy GT. Teraz taka moc na nikim wrażenia nie robi. W Fordzie Focusie montowany jest benzynowy 1.5 EcoBoost o mocy 182 KM. Nie różni się niczym od tego, w którym pod maską drzemie wolnossące 105 koni. Przykładów przytaczać możemy wiele. Doładowany 2-litrowy motor w Mondeo rozwija 240 KM, a na ulicy trudno go odróżnić od 125-konnej wersji 1.0. Problem polegał na tym, że tylko w topowych specyfikach wzbogacano karoserię wysmakowanymi akcesoriami.

Usportowiony

Kierowca spędza statystycznie ponad 4 lata w samochodzie. Jeszcze częściej patrzy na niego przez okno mieszkania i szuka pośród podobnych mu na parkingu pod marketem. Chcąc się wyróżnić, a jednocześnie przyjemnie spędzać czas w podróży, może go wyróżnić dodatkami przypisanymi do wersji szybkich, ale wciąż komfortowych na co dzień. Swoje „usportowione” odmiany prezentowali niemal wszyscy producenci. Także Ford, który modelem Escort i Sierra Cosworth zdominował przez wiele lat rajdowe trasy.

Jak zatem możemy zdefiniować auto usportowione? To takie Gran Turismo na co dzień, jednocześnie pozostające w zasięgu finansowym znacznej części populacji. Dobry przykład stanowi wspomniany wcześniej Focus. Wersja ST jest zdroworozsądkową propozycją dla lubiącego czasem wcisnąć mocniej gaz kierowcy, który w weekend woli niespiesznym tempem pojechać z rodziną do kina lub na piknik. Auto ma garść funkcjonalnych argumentów, a także mocne serce – 2.0 turbo o mocy 250 KM i 345 Nm. Do setki przyspiesza w 6,5 sekundy i rozpędza się maksymalnie do 248 km/h. Występuje jako hatchback i praktyczne kombi. Ma dość sztywne nastawy zawieszenia, 19-calowe koła z niskoprofilowymi oponami w rozmiarze 235/35, precyzyjny układ kierowniczy i spory apetyt na paliwo. Za taką przyjemność musicie zapłacić przynajmniej 116 600 zł. Dopłata do kombi wynosi 3 tysiące.

Jeszcze bardziej bezkompromisowa jest odmiana RS. Zdecydowanie twardsze zawieszenie, napęd na cztery koła i zaledwie 4,7 sekundy do setki. Pod maską umieszczono silnik znany też z Mustanga. To 2.3 Ecoboost o mocy 350 KM i 440 Nm. Współpracuje z manualną skrzynią i zatrzymuje wskazówkę prędkościomierza dopiero na wartości 266 km/h. Dzięki zaawansowanej elektronice przekazującej lwią część momentu obrotowego na tylną oś, pozwala driftować i czerpać dziecięcą radość wiadrami.

To jednak wciąż samochód w pewnym sensie kompromisowy. Ma 5 drzwi, przestronną i stosunkowo funkcjonalną kabinę, a także cenę na poziomie 152 150 zł. To taki pomost między sportem wyczynowym dla amatora, a prawdziwą dawką emocji, jaką znajdziecie chociażby w modelu GT.

Gdzie szukać prawdziwego sportu?

Odpowiedź jest prosta, ale wymaga dużo większego budżetu. Na dodatek typowo sportowe samochody nie są przyjemne w codziennym użytkowaniu. Są twarde, podskakują na nierównościach, maja mało praktyczne kabiny i wymagają wielu wyrzeczeń. Zwłaszcza tych fizycznych, by do nich wsiąść trzeba się nieźle nagimnastykować. Wszelkie krzywdy wynagradza jednak jazda po gładkim niczym stół stolarski asfalcie. Tak, tak, to też problem, bo nie wszędzie taką nawierzchnię można znaleźć, a progi zwalniające lepiej omijać szerokim łukiem.

Za kierownicą Forda GT poczujecie się jak w grze komputerowej. Jego legenda zaczęła się w 1966, gdy trzy GT40 przecięły kolejno linię mety i przerwały tym samym dominację Ferrari w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. W 2004 pokazano następną, równie szaloną generację (5.5 litra i 550 KM przy wsparciu kompresora), którą Jeremy Clarkson (ten z programu Top Gear) zapragnął mieć w swej kolekcji. W tym roku debiutuje najnowsze wcielenie z podwójnie doładowanym, 3.5-litrowym V6 (600 KM). Podobnie, jak to miało miejsce w przypadku pierwowzoru z lat 60., tak i tu silnik umieszczono centralnie dla optymalnego rozkładu masy. Potężna moc trafia na tylne koła za sprawą 7-biegowej skrzyni dwusprzęgłowej. Przyspieszenie do setki wynosi około 3,5 sekundy, prędkość maksymalna nieznacznie przekracza 320 km/h. Auto trafi na wybrane rynku na przełomie 2016/17. Dostępność ograniczona. Tak właśnie powinno się definiować klasę supersportowych samochodów.

Najtańsza i najbardziej uniwersalna opcja

Jeśli bezkompromisowe auta to dla Was za dużo, a Focus RS za głośno krzyczy pod szkołą syna lub córki, warto zastanowić się nad pakietem stylizacyjnym do zwyczajnego samochodu. Zamówicie go do większości popularnych modeli. Ford sportowy kombinezon nazywa ST-Line. Fiestę, Focusa, Mondeo i Kugę można teraz kupić właśnie w takiej wersji stylizacyjnej.

Ta bogato zaopatrzona w dodatki specyfikacja dostępna jest z większością jednostek napędowych (poza podstawowymi, najsłabszymi) i skierowana do osób, które na co dzień potrzebują przede wszystkim komfortu i jednocześnie wyróżniającego się z tłumu auta. Polityka jest prosta. ST Line obejmuje wyposażenie przyzwoitej odmiany Trend. Wymaga dopłaty w wysokości 14 tysięcy (Mondeo), 9 (Focus, Fiesta) i 15 dla Kugi.

W ramach tej kwoty dostaniemy delikatnie obniżone i usztywnione zawieszenie, 17 lub 18-calowe felgi o zarezerwowanym dla ST wzorze, kompletny pakiet aerodynamiczny nadwozia (nakładki na progi, przeprojektowane zderzaki i mini spojler), a także wiele udogodnień elektronicznych, za które musielibyśmy słono dopłacić. W finalnym rozrachunku, otrzymujemy bogato wyposażony samochód w atrakcyjnym opakowaniu. Nie trzeba rezygnować przy tym z funkcjonalności, komfortu i umiarkowanego zużycia paliwa. To wyraźny znak naszych czasów.

Dla każdego coś dobrego

Rynek dynamicznie reaguje na potrzeby klientów, a coraz szersza oferta daje większy wybór. Rygorystyczne przepisy, odcinkowe pomiary prędkości i zabieranie prawa jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości o 50 km/h w mieście sprawiają, że kierowcy częściej i chętniej przesiadają się do wolniejszych, ale bardziej atrakcyjnych samochodów. Dla nich właśnie przygotowano sportowe pakiety mające wyróżnić masowo produkowane auta z tłumu. Te usportowione i typowo wyczynowe maszyny warto wyprowadzać z garażu w weekend, by dać upust emocjom na torze.